Od stycznia limit zwolnienia podmiotowego to 240 tysięcy zamiast 200. Siedziałem w zeszłym roku na 190 tys. i już się szykowałem na wejście w VAT, więc teoretycznie mam rok oddechu.
Tylko zastanawiam się czy to nie jest pozorna korzyść. Klienci firmowi i tak wolą fakturę z VAT, bo sobie odliczają.
Zależy kogo obsługujesz. Przy klientach firmowych masz rację, dla nich twoje zwolnienie to żadna wartość, a czasem wręcz kłopot w rozliczeniu.
Ale jeśli sprzedajesz osobom prywatnym, to te 240 tys. daje ci realnie tańszą ofertę o 23% albo tę samą cenę z wyższą marżą. Fryzjer, trener, fotograf ślubny - dla nich to konkretne pieniądze.
Jedna rzecz, o której mało kto pamięta: limit liczy się od sprzedaży w Polsce. Jak sprzedajesz do konsumentów w innych krajach Unii i przekroczysz 10 tysięcy euro rocznie, rozliczasz VAT w kraju nabywcy przez OSS i polskie zwolnienie ci w tym nie pomaga.
Dorzucę coś, co mnie kiedyś zaskoczyło. Nie każdy może z tego zwolnienia korzystać niezależnie od obrotu.
Usługi doradcze, prawnicze i jubilerskie są wyłączone z mocy ustawy. Znajomy otworzył doradztwo biznesowe, wystawił pierwszą fakturę na 3 tysiące i był już vatowcem od pierwszego dnia. Nie wiedział.
O tym nie miałem pojęcia. A gdzie przebiega granica między doradztwem a zwykłą usługą? Bo ja robię wdrożenia i przy okazji doradzam klientowi, co wybrać.
I to jest właśnie problem, bo granica jest nieostra i urzędy potrafią ją interpretować różnie. Bezpiecznie jest tak, że jeśli w umowie i na fakturze masz wykonanie konkretnej pracy, a doradztwo jest przy okazji, to nie jesteś doradcą.
Jeśli sprzedajesz sam sam osąd i rekomendację, to jesteś. Przy wątpliwościach warto wystąpić o interpretację indywidualną, bo kosztuje 40 zł i chroni cię na przyszłość.
U mnie to wyglądało tak, że przekroczyłem limit w listopadzie i wpadłem w VAT od tej jednej faktury, która przebiła próg. Nie od nowego roku, tylko od razu.
Pilnujcie tego narastająco przez cały rok, bo księgowa nie zawsze zdąży ostrzec.